Archiwum
Tak się wraca do lepszego życia

Tak się wraca do lepszego życia

Piotr Schutta

Aktualizacja:

Express Bydgoski

Jan przestał chodzić po śmietnikach, Tomasz wyrwał się ze slumsów, Hanka wróciła do aktywnego życia. Niektórzy mają studia, inni tylko podstawówkę. Niepełnosprawni intelektualnie, uzależnieni od alkoholu i pomocy społecznej albo tylko zwyczajnie niezaradni. Bogu dziękują, że trafili w miejsce, w którym dostają drugą szansę.
Tak się wraca do lepszego życia

Jan przestał chodzić po śmietnikach, Tomasz wyrwał się ze slumsów, Hanka wróciła do aktywnego życia. Niektórzy mają studia, inni tylko podstawówkę. Niepełnosprawni intelektualnie, uzależnieni od alkoholu i pomocy społecznej albo tylko zwyczajnie niezaradni. Bogu dziękują, że trafili w miejsce, w którym dostają drugą szansę.

Pani Hanna jest po studiach przyrodniczo-technicznych, przez 15 lat pracowała na wyższej uczelni. Problemy ze zdrowiem i opieka nad obłożnie chorą mamą wykluczyły ją z życia zawodowego i życia w ogóle na kilkanaście długich lat.


- Mój wiek? Po pięćdziesiątce, ale przed sześćdziesiątką - uśmiecha się dyplomatycznie kobieta. Ma na sobie wrzosową bluzkę i elegancką garsonkę. Jest osobą pogodną i elokwentną. Trudno uwierzyć, ale przez ostatnie cztery lata, gdy po śmierci matki chciała wrócić do zawodu, nagle wszystkie drzwi się przed nią zamknęły. Chodziło o wiek.


- To niesprawiedliwe, bo ja się czuję młodo i jestem zdolna do pracy - mówi Hanna. Do bydgoskiego Centrum Integracji Społecznej trafiła za namową pracownika socjalnego. Przyznaje, że była na skraju rozpaczy. Bez środków do życia, bez wiary w siebie. Depresja się pogłębiała. Do CIS szła niechętnie, bo instytucja ta kojarzyła jej się z patologią - alkoholikami, byłymi więźniami i bezdomnymi. Myślała: „Cóż oni mogą mi zaproponować prócz pracy fizycznej?”


Cel jest jasny - umowa o pracę


Już na początku Programu Zatrudnienia Socjalnego okazało się, że jest dla niej praca w biurze.


- Uwierzyłam, że mogę wrócić do życia - twierdzi kobieta. Od kilku miesięcy pracuje w dziekanacie wyższej uczelni. Na razie w ramach tak zwanej praktyki. W sierpniu ma podpisać umowę o pracę.


„Program reintegracji społecznej i zawodowej” - brzmi to trochę sztucznie, nie są to jednak nudne wykłady ani zwykły kurs zawodowy. To raczej coś w rodzaju świetlicy środowiskowej dla dorosłych, którzy stracili nadzieję na lepsze życie. Tu przy kawie i pod okiem fachowców od nowa uczą się mówić o sobie bez lęku i wstydu.


Są spawacze, którzy nigdy nie spawali, dlatego trzeba im wytłumaczyć, że lepiej będzie, jeśli nauczą się innego zawodu. Są niepełnosprawni intelektualnie, u których nikt do tej pory tego nie zdiagnozował. Są uzależnieni od pomocy społecznej, dla których regularny tryb życia i samodzielność są abstrakcją.


Pierwszy miesiąc programu to diagnoza zawodowa, zajęcia z psychologiem i doradcą rynku pracy. Potem jest przygotowanie do rozmowy kwalifikacyjnej i - jeśli wszystko pójdzie dobrze - sześciomiesięczna praktyka; trzy dni w pracy, dwa dni w ośrodku na warsztatach motywujących i aktywizujących.


- O ósmej rano trzeba być w ośrodku. Dla niektórych to nieosiągalne. Niestety, nie wszystko wygląda różowo. Część osób rezygnuje w okresie próbnym. Inni znikają po wypłacie świadczenia integracyjnego albo uciekają w chorobę. Niektórzy w dniu, w którym mają odbyć pierwszą w swoim życiu poważną rozmowę kwalifikacyjną z pracodawcą, przychodzą pod wpływem alkoholu - opowiada Andrzej Jankowski, dyrektor CIS w Bydgoszczy.


Centrum prowadzi swój program od trzech lat, aktualnie trwa dziewiąta edycja. Grupy liczą od kilkunastu do kilkudziesięciu osób. Ośrodek współpracuje z około czterdziestoma firmami prywatnymi i instytucjami publicznymi. Każdy, kto utrzyma się w programie (od 7 do 12 miesięcy) i w czasie półrocznej praktyki udowodni, że można na nim polegać, ma zagwarantowaną umowę o pracę.


Z dna się podniosłem...


Jan Prądziński ma 56 lat. Pracował jako spawacz w stoczni, kelner w ośrodku wczasowym i murarz na budowie. Przez wiele lat był też manewrowym na kolei. Po zwolnieniu przez dwanaście lat nie umiał sobie znaleźć miejsca. Przez ostatnie lata wegetował, zbierając odpadki po śmietnikach.


- Chyba sam Pan Bóg mi pomógł uwierzyć w siebie - mówi mężczyzna machając raźnie pędzlem po ścianie. W Polskim Towarzystwie Ekonomicznym pracuje już prawie rok, formalnie jako pracownik gospodarczy, w istocie jest tak zwaną złotą rączką. Remontuje, naprawia, robi zakupy, jest nawet kelnerem podczas kursów i konferencji.


- Z dna się podniosłem - wyznaje mężczyzna. Teraz marzy o tym, by mieszkanie w spalonej kamienicy zamienić na jeden choćby pokój w lepszym miejscu.


- Wystarczy udowodnić, że człowiekowi zależy na pracy. Jeśli to pokaże, nikt nie patrzy na jego niepełnosprawność umysłową, wiek, czy na to, że siedział w więzieniu - zapewnia Andrzej Jankowski. - Przychodzą do nas ludzie, którym nikt nie dał w życiu szansy.


U Michała zdiagnozowano guz móżdżku, gdy miał pięć lat. Operacja, naświetlania, rehabilitacja. Skończył liceum, dostał się na studia i nagle wszystko stanęło w miejscu. Na trzecim roku historii dał sobie spokój. Nie był w stanie zaliczyć historii średniowiecza. Jest osobą niepełnosprawną. Właśnie kończy program. Od kilku miesięcy pracuje w centrum monitoringu straży miejskiej.


- Składałem CV gdzie się tylko dało. W końcu trafiłem do urzędu pracy i pewnego dnia zadzwonił do mnie pan Adam z Centrum Integracji Społecznej - opowiada Michał.


- Często jest tak, ze trafiają do nas osoby niepełnosprawne, które nigdy nie stanęły przed komisją do spraw orzekania o niepełnosprawności. Nikt ich nie ukierunkował, nie pokazał, co mogłyby w życiu robić. Siedziały bezczynnie w domach - mówi Adam Wojtynka, pracownik socjalny CIS.


Maria się nie poddaje


Tomasz urodził się z porażeniem mózgowym, w dodatku w rodzinie z problemem alkoholowym. Mógł pozostać w bloku socjalnym, tam, gdzie mieszkają do dzisiaj rodzice, mógł popaść w uzależnienie, wegetować na garnuszku opieki społecznej. Ale spróbował inaczej.


- Już w trzecim miesiącu praktyk pracodawca Tomka podpisał z nim umowę. Docenił to, że chłopak jest solidny. To był chyba nasz rekord - dodaje Andrzej Jankowski. Rekord CIS-u i niejedyny rekord Tomasza. Dwudziestolatek jest mistrzem Polski juniorów w rzucie dyskiem wśród niepełnosprawnych. Trenuje sześć razy w tygodniu, pracuje, sam utrzymuje mieszkanie chronione, które otrzymał czasowo w ramach programu. Marzy o własnym lokum.


Maria przez 20 lat zajmowała się domem i dziećmi. Od lutego tego roku pracuje w miejskim archiwum jako sprzątaczka i uczy się w liceum dla dorosłych. Zawsze marzyła, by podnieść wykształcenie.


- Cieszę się, że mam pracę, ale na razie jest ciężko. Brakuje czasu dla dzieci, za naukę w liceum trzeba płacić. Ale nie poddaję się, z czasem może to się ułoży - uśmiecha się kobieta.


Piotr Pawski jest bezdomnym. Siedział w więzieniu, pił, żył byle jak, z byle kim.


- Może skończy się mój pech. Mam szansę na pracę przy segregacji odpadów i na pokój socjalny. Mogę nawet szambo wywozić - mówi mężczyzna.


Z ostatniej chwili: Piotr Pawski przeszedł pomyślnie rozmowę kwalifikacyjną. Dostanie pracę na razie na pół roku.


Czytaj treści premium w Expressie Bydgoskim Plus

Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Nie przegap

Wideo